Freelancer na zakręcie
Kiedy coś nam nie wychodzi, zdajemy się na pecha, zwalamy to na innych i lamentujemy, bo przecież my zrobiliśmy wszystko dobrze, postąpiliśmy roztropnie i wg rad innych. I to chyba największy błąd.
Naszym błędem nie jest słuchanie innych, bo zbieranie każdego rodzaju doświadczenia jest dobre i słuszne, nawet kiedy są to doświadczenia negatywne. Człowiek uczy się na własnych błędach, jednak można to też robić w oparciu o błędy innych i ich nie powielać. Mam teraz przyjemność czytać książkę o znamienitym tytule „najbogatrzy człowiek w babilonie” i będąc w połowie, mogę ją z czystym sumieniem polecić jako lekturę obowiązkową. Naszym błędem nie jest jak napisałem powyżej słuchanie ludzkich rad, błędem jest słuchanie rad niewłaściwych ludzi. Jak to rozumieč? Czy mama i tata są niewłaściwi? Czasami tak ale status mamy i taty o niczym nie świadczy. Jeśli macie zamiar uczyć się archicada nie pytajcie o zdanie autocadowca, a jeśli waszym celem jest zostać architektem,przedyskutujcie tę sprawę z mechanikiem samochodowym…żartuje, z architektem oczywiście. Kto pyta dostaje rady, a drogocenne są rady od specjalistów tego nie należy się bać.
Większość architektów i architektów wnętrz zaczyna od pracy u kogoś. Rzadko spotykam młodych ambitnych którzy od razu startują ze swojego. Dzieje się to z dwóch powodów: są aroganccy i zbyt pewni siebie, lub po prostu mają dobre zaplecze. Zapleczem może być rodzina lub/i przyjaciele. Ilość kontaktów i ogólna reputacja pozwala im osiągać zamierzone cele. Jednak są to wyjątki od reguły, która jest zupełnie inna. Zanim przejdziemy na freelancerkę pracujemy dla kogoś. Uczymy się swojego fachu jak za dawnych dobrych lat. Pytanie tylko z jakim efektem, bo ten efekt to nasze doświadczenia i przyszłe praktyki. Jeśli nasz szef, czy to pierwszy czy kolejny nauczy nas , a może i wpoi w nas swoje złe przyzwyczajenia, może nam być bardzo trudno się z nimi pożegnać. Pracując u kogoś wchodzimy w ten świat i z biegiem nowych projektów odkrywamy go na nowo. Nasz koszyk doświadczeń powiększa się i rośnie, puchnie aż w końcu zajmuje pełną wolną przestrzeń. Jednak nie możemy zapomnieć iż mamy dwie drogi postępowania: możemy odejść z naszym pełnym portfelem, możemy także wymienić go na pojemniejszy i uczyć się dalej.
Jestem przykładem osoby która długo błądziła w tym pięknym świecie architektury. Zaczynając jeszcze na studiach. Nikt nie zaszczepił we mnie ducha tworzenia w taki sposób jak widzę obecne osoby z którymi pracuję. Gdyby dwanaście a nawet trzynaście lat temu ktoś powiedział mi to co ja przekazuję w tej chwili swoim studentom, jestem bardziej niż pewien że teraz robił bym trochę inny rodzaj architektury. Nie znaczy to że nie kocham tego co robie. Wręcz przeciwnie. Jednak moja droga była wyboista i pełna przygód, to z jednej strony, a pełna nauki i samozaparcia z drugiej. Wzloty i upadki w biurach w których pracowałem zawsze starałem się przekuć w sukces. Słyszałem wiele gorzkich szeptów od ludzi z którymi współpracowałem. Gorzkich i w wielu momentach dołujących. Jednak od żadnego , moich szefów tego nie usłyszałem. Tak jak wspomniałem: błądziłem. Najpierw głęboka woda i projektowanie architektury. Zawiłości przepisów i technologii dla młodego architekta były wyzwaniem połączonym z fascynacją, jednak budziły same sobą strach i niepokój. A potem nastał czas projektowania wnętrz. Tutaj się odnajdywałem, jednak i tu nie było mi dane zostać na długo. Ale to tutaj, na tym etapie mojego życia postanowiłem przejść na freelancerkę i rozpocząć własną opowieść.
Wyjaśnijmy sobie jedno: freelancer to pojęcie dawno skategoryzowane. Oznacza osobę, wolnego strzelca który pracuje na własny użytek dla każdego z kim dojdzie do porozumienia i mu zapłaci odpowiednią umówioną stawkę. Freelancerem nie możemy nazwać osoby która po pracy wykonuje dodatkowe zlecenia. Ponieważ jeśli podjęłaby się wykonania zlecenia które wygrywa firma x, a firma w której ów osoba ma stałe zatrudnienie przegrywa, może z powodzeniem zostać oskarżona o działanie na szkodę firmy. A więc nie może podjąć się każdego zlecenia. Gdzie tu mowa o wolności wyboru? To mniej więcej tak, jakby były historyk zwał się lekarzem bo wie jak wyleczyć przeziębienie. Dosłownie tak.
Kiedy pojawia się wspomniany zakręt? Kiedy po przejściu na freelancerkę nie odnajdujemy swojej drogi, piszemy naszą historię bardzo chaotycznie, na końcu bez happy endu. Zakręt w życiu freelancera pojawia się wówczas gdy wątpi w swój sukces i jak kulawy pies wraca do niewygodnej budy. Wraca do pracy u kogoś, wraca do podporządkowania się cudzym warunkom. Czy jest to złe posunięcie? Nie. Miarą rozwagi i rozsądku nie jest szaleńczy pęd mimo wszystko a podejmowanie rozsądnych decyzji. Jeśli stajemy na zakręcie i się na nim mimo wszystko utrzymamy. Gdy jednak wiemy że i tak wypadniemy, zwolnijmy z pędu. Czasem krok wstecz jest dobrym krokiem.
